Dzieci tu na Śląsku, kiedy lata mają,
nie chcą zostać na wsi, do miast uciekają.
Tam już są szczęśliwe, jak robota mają,
i całymi dniami,w robocie tyrają.
Jak przyjdzie sobota, kożdy na wieś jedzie,
żeby być w niedziela, na śląskim obiedzie.
Bo nigdzie na świecie tak jeść nie smakuje,
jak obiod u mamy, jak go naszykuje.
Ni ma jak u mamy, zjeść zupa z nudlami,
na drugi zaś danie, kluski z roladami.
Bo modro kapusta mama udymfuje,
najlepiej u mamy obiod nom szmakuje.
Rano kiedy stanom, do kościoła idom,
bo bez mszy, obiadu mamy jeść nie bydom.
Mama zaś z miłościom nakłanio do Boga,
bo wiy że bez Niego, nie dojdom do proga.
Potym na śniodanie gibko trza pilować,
kartofle na kluski gibko narychtować.
Do pieca przykłodać, wszystko musi wrać,
bo przydzie dwanoście, trzeba obiod dać.
Potym jak odsapnom idzie w ruch zastawa,
czas już na swaczyna, na zista,bonkawa.
A jak przydzie wieczór, do dom chcą sie brać,
mama ich nie puszczo bo trza wieczerzać.
I zaś trzeba siodać, choćbyś człeku nierad,
jest kotlet,kiełbasa i kartofelzalat.
Tak tu jest na Śląsku aż do końca świata,
mama Ci do wszystko, czym chata bogata. |